Piszę to jako osoba, która widziała ten schemat setki razy. Nie zaskoczy mnie ani jedna Twoja diagnoza. Zaskoczy mnie natomiast to, ile wydałaś, zanim ktoś zapytał Cię o Twoją szyję.
Nazywam się Dagmara Makarewicz. Od 12 lat jestem fizjoterapeutką. Specjalizuję się w kręgosłupie szyjnym.
Piszę to, bo co tydzień do mojego gabinetu trafia kilka kobiet z tym samym zestawem objawów. I za każdym razem ten sam scenariusz przed wizytą u mnie.
Najpierw opiszę Ci, co widzę. Potem wyjaśnię, dlaczego to się dzieje. A na końcu pokażę Ci, jak to odwrócić.
Kobieta między 40 a 60 rokiem życia. Pracuje przy biurku albo pracowała. Aktywnie prowadzi dom. Nie jest hipochondryczką. Nie jest nerwowa.
Zaczyna się od jednego objawu. Najczęściej kołatanie serca. Czasem zawroty głowy przy wstawaniu. U niektórych refluks, który nie przechodzi.
Idzie do lekarza rodzinnego. Dostaje skierowanie do specjalisty.
Kardiolog. EKG, echo serca, holter 24-godzinny. Wszystko w normie. "Proszę pani, pani serce jest zdrowe."
Gastrolog. Gastroskopia, badanie pH, czasem kolonoskopia. "Mała zgaga, nic poważnego, niech pani bierze IPP."
Neurolog. Rezonans głowy, czasem USG doppler tętnic szyjnych. "W porządku, to prawdopodobnie migreny napięciowe."
Psychiatra, bo ktoś powiedział "to pewnie nerwica". Leki uspokajające. Po 3 miesiącach objawy nie przeszły, ale pojawiła się senność i brak energii.
Rok później ta sama kobieta ma w szufladzie 15 stron wyników, wydane 3-5 tysięcy złotych na prywatne wizyty, i dokładnie te same objawy co na początku. Plus świeżą dawkę poczucia, że "coś jest z nią nie tak" i "może to naprawdę w głowie".
Ten schemat widzę tak często, że wyniki tych pacjentek potrafię przewidzieć w 90 procentach przypadków.
Bo one wszystkie mają to samo.
Cztery maleńkie mięśnie u podstawy czaszki. Wielkości paznokcia. Nazywają się mięśnie podpotyliczne.
Większość ludzi nie wie, że istnieją. Prawie żaden lekarz pierwszego kontaktu ich nie zna. Kardiolog ich nie sprawdzi. Gastrolog nie zapyta. Neurolog nie dotknie.
A to są mięśnie, które u kobiet z siedzącą pracą, stresem i nieidealną poduszką są chronicznie napięte. I to napięcie uciska nerw, który przechodzi bezpośrednio pod nimi.
Ten nerw to nerw błędny.
Nerw błędny to najdłuższy nerw czaszkowy w Twoim ciele. Wychodzi z pnia mózgu, idzie wzdłuż szyi, wpada do klatki piersiowej i schodzi aż do jelit.
Co on robi?
To jeden nerw, który łączy kardiologię, gastrologię, neurologię, pulmonologię i psychiatrię.
Kiedy cztery maleńkie mięśnie u podstawy czaszki uciskają ten nerw, sygnały, które on wysyła, są zaburzone. Efekty widzisz u siebie.
Kołatanie serca bez przyczyny kardiologicznej. Refluks bez przyczyny gastrologicznej. Zawroty głowy bez przyczyny neurologicznej. Uczucie guli w gardle. Nocne wybudzenia. Mgła mózgowa. Przewlekłe zmęczenie.
To jest pytanie, które dostaję najczęściej.
Moja odpowiedź jest prosta: bo system medyczny jest zbudowany tak, że przegapia tę jedną rzecz.
Nie dlatego, że lekarze są źli. Większość lekarzy jest kompetentnych i wykonuje swoją pracę. Ale każdy z nich jest wyszkolony w swojej specjalizacji i patrzy na pacjenta przez ten wycinek.
Mięśnie podpotyliczne siedzą dokładnie w miejscu, gdzie te trzy światy się spotykają. I żaden z nich nie ma ich w swoim protokole.
Kardiolog nie zapyta o napięcie w szyi, bo to nie jest jego obszar. Gastrolog też nie. Neurolog być może wspomni o napięciu mięśniowym, ale nie będzie miał narzędzi, żeby je zbadać w miejscu, w którym się znajdują.
Lekarz pierwszego kontaktu, który mógłby połączyć kropki, ma 15 minut na wizytę. Dostałaś skierowanie do trzech specjalistów. Jego rola kończy się tu.
Fizjoterapeuci są jedynymi specjalistami, którzy w programie szkolenia uczą się tego konkretnego obszaru. Dlatego jeśli z tymi objawami trafisz do nas, 8 razy na 10 znajdziemy przyczynę w ciągu 20 minut.
Problem: kobiety nie trafiają do fizjoterapeuty z kołataniem serca. Trafiają do kardiologa. Logicznie.
To nie jest wina kobiet. To jest wina systemu, który nie wskazuje na właściwego specjalistę.
W polskim systemie medycznym (nie tylko polskim, globalnie) istnieje coś, co nazywam "ziemią niczyją". To obszary ciała, które nie są jednoznacznie przypisane do żadnej specjalizacji.
Mięśnie podpotyliczne i ich wpływ na nerw błędny to taka ziemia niczyja.
Dlatego zostaje to fizjoterapii. I dlatego, jeśli z tymi objawami nie trafisz do fizjoterapeuty, prawdopodobnie nikt Ci tego nie zdiagnozuje.
A większość kobiet z kołataniem serca i zawrotami głowy nie trafia do fizjoterapeuty, bo nikt im tego nie zasugerował.
To najprostsza analogia, jaką znalazłam do wyjaśnienia, co się dzieje.
Płynie przez wąż woda. Wszystko działa. A teraz ktoś staje na nim butem. Woda dalej próbuje płynąć, ale ciśnienie skacze, strumień się tnie, przepływ jest zaburzony.
Nerw błędny jest jak ten wąż. Cztery maleńkie mięśnie to but, który na nim stoi.
Kiedy te mięśnie się rozluźnią, nerw odzyskuje przestrzeń. Sygnały wracają do normy. Serce przestaje kołatać. Żołądek przestaje reagować refluksem. Przestaje Ci się kręcić w głowie przy wstawaniu.
Nie od razu. Ciało potrzebuje 6-12 tygodni, żeby się "przełączyć".
Opcja gabinetowa: cykl manualnej terapii u fizjoterapeuty specjalizującego się w szyi. 1-2 wizyty tygodniowo przez 3 miesiące. Koszt prywatnie: 1800-2400 zł.
Nie każda kobieta może sobie na to pozwolić. I nie każda ma w swoim mieście fizjoterapeutę specjalizującego się dokładnie w tym obszarze.
Opcja domowa: stymulacja EMS dedykowana mięśniom podpotylicznym.
EMS to elektrostymulacja mięśniowa. Ta sama zasada, której używamy w gabinetach fizjoterapii od 30 lat przy pracy z dużymi partiami mięśni.
Problem w tym, że do niedawna nie było urządzenia EMS, które precyzyjnie celowało w mięśnie podpotyliczne. Masażery wibracyjne, które widzisz na Allegro, działają powierzchownie. Do tego miejsca nie docierają.
Zdrowa Szyja EMS jest pierwszym urządzeniem, które w moim testowaniu rzeczywiście tam dociera.
Przez lata szukałam rozwiązania dla pacjentek, które nie mogły pozwolić sobie na cykl gabinetowy albo mieszkały daleko ode mnie.
Testowałam kilka urządzeń EMS dedykowanych szyi. Większość była bezużyteczna. Aż trafiłam na prototyp Zdrowej Szyi, który po moich testach i sugestiach poprawek został dopracowany.
Po 6 miesiącach obserwacji u 40 pacjentek, które to stosowały, zdecydowałam się zostać oficjalnym współtwórcą produktu.
Dzisiaj Zdrowa Szyja EMS to urządzenie, które polecam pacjentkom jako alternatywę dla cyklu gabinetowego albo jako wsparcie po zakończonym cyklu, żeby utrzymać efekty.
Urządzenie EMS zaprojektowane pod mięśnie podpotyliczne. Nie masażer. Nie masażer wibracyjny.
Efekt jest kumulacyjny. 10 minut dziennie przez 8-12 tygodni daje rezultat porównywalny z cyklem gabinetowym. Różnica jest taka, że w gabinecie masz mnie raz w tygodniu. W domu masz siebie 7 razy w tygodniu.
Regularność bije intensywność.
Anna, 52 lata, Poznań Chodziłam 2 lata od specjalisty do specjalisty. 12 wizyt, 4 tysiące złotych, 0 diagnoz. W końcu koleżanka kazała mi iść do fizjoterapeutki. Pani Dagmara w 20 minut wiedziała, co mi dolega. Urządzenie używam od 3 miesięcy, kołatania nocne zniknęły po 6 tygodniach.
Ewa, 48 lat, Warszawa Żaden lekarz nie wyjaśnił mi zawrotów głowy. Wzięłam urządzenie z desperacji, bo nic innego nie zadziałało. Po 8 tygodniach wsiadłam na rower pierwszy raz od 2 lat.
Kasia, 56 lat, Wrocław Brałam IPP na refluks przez 3 lata. Lekarz mówił, że to menopauza i tak już zostanie. Odstawiłam leki po 10 tygodniach używania urządzenia.
Porównaj do tego, co już wydałaś lub wydasz, jeśli nic się nie zmieni:
Urządzenie Zdrowa Szyja EMS to jednorazowy koszt.
Do tego:
Całkowita wartość pakietu, gdyby kupować osobno: prawie 400 zł. Dzisiaj 147 zł.
Promocja 50% z bonusami kończy się o 24:00. Licznik poniżej pokazuje, ile czasu zostało.
Stan magazynowy jest niski. Ostatnia dostawa kończy się. Kolejna partia za kilka tygodni, prawdopodobnie już bez rabatu.
Jeśli rozpoznajesz się w tym, co opisałam, to jest moment.
Masz 3 miesiące, żeby uczciwie przetestować. Jeśli po 90 dniach nic się u Ciebie nie zmieniło, odsyłasz urządzenie i dostajesz pełny zwrot pieniędzy. Bez pytań.
Nie ryzykujesz pieniędzy. Ryzykujesz 10 minut wieczorem.
A jeśli nie spróbujesz, ryzykujesz kolejny miesiąc chodzenia po specjalistach i pytania "a może powinnam była spróbować".
Promocja -50% + 2 ebooki gratis. Darmowa wysyłka. 90 dni gwarancji.
Tak, przy zachowaniu przeciwwskazań poniżej. EMS jest używany w fizjoterapii od 30 lat.
Bezwzględne przeciwwskazanie.
Nie zalecam w bezpośrednim obszarze implantu.
Bez konsultacji z lekarzem prowadzącym odradzam.
Bezwzględne przeciwwskazanie.
Pierwsze efekty 2-3 tygodnie. Pełny efekt 8-12 tygodni.
Nie. Urządzenie jest wsparciem terapii, nie zastępuje konsultacji medycznej. Jeśli masz poważne objawy, skonsultuj się z lekarzem. Urządzenie działa na mięśnie i nerw błędny, nie leczy innych schorzeń.
Dlatego daliśmy 90 dni gwarancji. Jeśli po 3 miesiącach nie czujesz różnicy, zwrot pełny. Bez pytań.
Promocja kończy się dziś o 24:00. Stan magazynowy niski.
Marka współtworzona z fizjoterapeutką Dagmarą Makarewicz. Urządzenie do użytku domowego, nie zastępuje konsultacji medycznej.